heder_loga-new

Newsletter



syrenka_targowek

biplogo

MATKA

Stanisław Ignacy Witkiewicz

 

dramaturgia i reżyseria GRZEGORZ MRÓWCZYŃSKI

scenografia MAŁGORZATA TREUTLER

występują:

MARTA BORYS, MONIKA DYBAŁA, EDYTA ORZOŁ, MARIA PIOTROWSKA, DAMIAN KWIATKOWSKI, PIOTR MRÓWCZYŃSKI

 

 

RECENZJE

 

IRKA; MATKA

 

Teatr Rampa od kilku lat współpracuje z szkołą Haliny i Jana Machulskich. W jej zakres wchodzi udostępnianie tzw. sceny eksperymentalnej teatru przyszłym aktorom, aby tam mogli pokazać, czego się nauczyli. Zazwyczaj przychodzili tam entuzjaści, ale w czerwcu zeszłego roku było już nieco inaczej.

 

Cofnijmy się jeszcze parę miesięcy, do stycznia 2010. Cztery młode kobiety ze szkoły Machulskich, pod kierownictwem Grzegorza Mrówczyńskiego, pokazały, czego można się nauczyć. Spektakl Tiramisu okazał się sukcesem niebywałem, z tego też powodu konkurencja musiała sięgnąć po prawa autorskie do dramatu.

 

W czerwcu ten sam zespół pod opieką tegoż samego reżysera wzięła na warsztat "Matkę" Witkacego. Dramat musiał zostać zaadaptowany do warunków. Nie zawsze dysponuje się zastępem aktorów. Wynikiem tego jest rozjaśnienie przekazu. Niektóre postaci sceniczne są połączeniem dwóch literackich. Przedstawienie na tym zyskuje. Chociaż Matka zachowała swój ciężar, to zwiększenie łatwości odbioru dramatu było niezbędne.

 

A to wszystko jest przekazane historią o dobrej Matce, która dla swojego syna robiła wszystko: opłacała mieszkanie i książki, aby mógł się uczyć i prowadzić karierę (chociaż raczej dyletancką niż naukową). W tym ujęciu sztuka okazuje się zaskakująco aktualna, zwłaszcza jak się pomyśli o tym, jak trudno odróżnić dyletanta od naukowaca czy filozofa od pomyleńca. Syn, nie byle ziółko, potrafi narozrabiać. Każdy kiedyś posiadał jakieś ideały i każdy stanął, albo stanie, przed pokusą wymiany idei na nieco bardziej namacalną walutę. Może warto się sprzedać za wyższy standard życia?

 

Na scenie obserwujemy romans jednego mężczyzny z różnymi kobietami, szpiegostwo, okazyjne manifestacje ducha Ojca i wiele więcej, a wszystko na wyciągnięcie ręki. Dosłownie, bo wspomniana scena teatru jest naprawdę niewielka. Jako widz moje doznania zostały przez to spotęgowane, kiedy widziałem drganie mięśni aktorów, całą ich mimikę i nawet najdrobniejszy ruch. Jednocześnie wyobrażałem sobie, że dla nich jest to dodatkowe utrudnienie, ale sądzę, że zdali ten egzamin śpiewająco. Gorąco zachęcam do obejrzenia spektaklu w Teatrze Rampa w Warszawie.

 

Krzysztof Bujalski; IRKA

 

 

MATKA na sześcioro

 

Nie pierwsza to "Matka" Witkacego przykrojona do możliwości - tym razem wykonawczych. W celach dydaktycznych (dyplom szkoły Aktorskiej Machulskich) Grzegorz Mrówczyński podciął dramat tak, aby wystarczyło sześcioro wykonawców (cztery role kobiece, dwie męskie), niektóre postacie połączył, niektóre usunął, ale nie wyciął sensu. Tak skrojona "Matka" stałą się nad podziw czytelna jako dręcząca opowieść o "byłym człowieku", który usiłuje odnalezć się w nowej sytuacji dziejowej, przeczuwając katastrofę jednostki w społeczeństwie masowym. Tej istotnej problematyki Witkacego nie przesłoniła wyraziście rozegrana narracja wampiryczna, odmalowująca osobliwe relacje matki i syna, a także sceny narkotyczne i alkoholowe. Stosowna proporcja między groteskowością, a nawet kabaretowością, a prześwitującym przezeń tragizmem dała w rezultacie przedstawienie kontaktujące się, bez nachalności, z naszą rzeczywistością. W ostatniej scenie Leon Węgorzewski nie pada ofiarą zmechanizowanych robotników, ale przedstawicieli "mdłej demokracji", traktujących Leona jak nauczyciela z głośnego filmiku z komórki, rejestrującego przemoc uczniów wobec nauczyciela. Na głowie upokorzonego i poniżanego Leona ląduje kubeł i trudno uwolnić się od skojarzenia, że nauczyciele zawsze płcą najwyższą cenę. To nie jest scena do śmiechu, robi się straszno i to sprawia, że ta pulsująca kabaretem groteska nabiera powiewu tragicznego.

Cztery absolwentki studium zasłużyły na dobre oceny, zwłaszcza Maria Piotrowska jako Janina Węgorzewska zapowiada szczególnie duże możliwości sceniczne. Towarzyszą im "wypożyczeni" młodzi aktorzy: Piotr Mrówczyński (wszędobylski, dynamiczny Leon) i Damian Kwiatkowski (Duch ojca Leona). Rzecz się toczy na trzeciej, nieoficjalnej scenie Teatru Rampa, w niewielkiej, kiszkowatej salce, której mankamenty i walory Mrówczyński przy współpracy z Małgorztą Treutler wykorzystał - długie podwyższenie z metalową barierką wzdłuż caęj sali stało się wyższą partią sceny, anektowaną zwłaszcza przez Leona, który zaludniał tę przestrzeń swoją fizycznością, oddając w ten sposób wybuchowy charakter bohatera

 

Tomasz Miłkowski; Przegląd