
|
„W POGONI ZA BAJKĄ” - musical familijny w Teatrze Rampa Czy teatr może konkurować z animacją komputerową, grami czy filmami 3D? Teatr w cudowny sposób łączy słowa, muzykę, plastykę i ruch… To dobrze znane i trafiające w sedno stwierdzenie nie działa, niestety, piorunująco na młodego widza, którego niełatwo skusić do wyjścia do teatru. Bo czy teatr może konkurować z animacją komputerową, grami czy filmami 3D? Każdy, kto widział „W pogoni za bajką” w Teatrze na Targówku, odpowie bez namysłu – owszem, tak! Dynamiczna akcja, mnóstwo ciekawych gagów, elementy animacji, sporo ruchu na scenie, świetna scenografia, kostiumy, efekty dźwiękowe, współczesny język postaci, przebojowa gra aktorów i muzyka – to wszystko sprawia, że o nudzie nie może być mowy. Ale nie o konkurencję przecież tu chodzi… A o co? Żeby wspólnie coś przeżywać, mieć czas dla siebie i znaleźć swój wątek… Rebella lubi jeździć na hulajnodze, ubierać się kolorowo jak nastolatki w Krakowie, Warszawie czy Koszalinie. Lubi się też droczyć ze swym kolegą, fanem gier komputerowych. Rebella jest księżniczką, ale to nie znaczy, że nie ma kłopotów takich jak zwykłe, współczesne nastolatki. Jest nieszczęśliwa, ma problemy w szkole. Jej tata król nie ma dla niej czasu, nawet nie wie, do której klasy chodzi... Żeby choć na chwilę przestał „królować” i zwrócił na nią uwagę, księżniczka i jej kolega postanawiają ukryć berło. Niestety, ten symbol władzy wpada do pałacowych lochów. Rebella udaje się na jego poszukiwanie. W podziemnym świecie spotyka zapomniane bajkowe postacie. Musi je obudzić, by pomogły odnaleźć berło. Berło, owszem, odnajduje się, ale nie ono okazuje się w wyprawie najważniejsze, tylko fakt, że ojciec i córka są znów blisko siebie. Opadająca zasłona, ożywające na niej rysunki i mistrzowskie operowanie światłem sprawiają, że światy realny i podziemny wzajemnie się przenikają, akcja płynnie przenosi się z jednego poziomu na drugi. Wszystkie te efekty tworzą klimat miejsca (np. lochów, cmentarzyska, balu, na którym tańczy Kopciuszek), uplastyczniają je, rozweselają lub czynią zatrważającym – wszystko w zależności od sytuacji, w której znajdują się bohaterowie. Typy bohaterów, ich zachowanie i intencje świetnie podkreślają też kostiumy, łączące współczesne stroje z bajkowymi elementami, czasem komicznymi, strasznymi czy śmiesznymi. Młody odbiorca szybko orientuje się w konwencji przedstawienia. Wszystko staje się dla niego realne. Razem z Rebellą wędrujemy po krainie zapomnianych bajek i bierzemy udział w całym tym zamieszaniu, którego nastolatka jest inicjatorką. (Żeby nie zdradzać szczegółów, powiem tylko, że np. Książę, który tańczy z Kopciuszkiem, będzie zmuszony udać się do innej bajki, by obudzić śpiąca królewnę. A chętnie tego nie zrobi i zabawy przy tym będzie co niemiara.) Warto wspomnieć jeszcze o słowach, które padają ze sceny. Trafiają do młodego widza dzięki temu, że bohaterowie mówią współczesnym, bliskim nastolatkom, potocznym językiem. Ale nie znaczy to, iż warstwa językowa jest uboga. Daleko jej do prymitywnego słownictwa ulicy, szkolnych korytarzy czy placów zabaw. Niepozbawia piękna, rytmu, melodii, jest po prostu barwna, różnorodna, jest wspaniałą plastyczną materią, na której aktorzy budują rolę. Mamy więc zwyczajne rozmowy nastolatków, dyskusje rodziców, wypowiedzi dla mediów, rapowe kawałki obok literackich wypowiedzi pisarza, autora bajek. To także atut tego przedstawienia. Reżyser Cezary Domagała do realizacji musicalu dobrał naprawdę świetną ekipę. Przebojową muzykę do przedstawienia skomponował Piotr Rubik. Widzowie opuszczają teatr, nucąc finałowy utwór. Przedstawienie „W pogoni za bajką” zwraca uwagę na relacje między rodzicami i dziećmi. Jest autentyczne, prawdziwe, młodzi słuchacze chłoną je i przeżywają. Jeszcze nie skończył się spektakl, gdy mój syn szepnął mi do ucha: „Mamo, kiedy przyjdziemy na to przedstawienie jeszcze raz?”. To chyba najlepsza recenzja familijnego musicalu wystawianego w warszawskim Teatrze Rampa. Warto wybrać się na „W pogoni za bajką”, chociażby po to, by potem, w domu, bez trudu odnaleźć swoją bajkę i swój wątek w niej. Szczerze polecam wyprawę na ten spektakl całą rodzinką! Magdalena Bogdańska-Maciak - 2011-11-07 redaktor naczelna dwutygodnika edukacyjnego „Kumpel”
W POGONI ZA BAJKĄ - musical familijny Moniki Muskały i Janusza Margańskiego Problemy bajką rozwiązane recenzja "W pogoni za bajką" w Teatrze Rampa Pomysł na sztukę przedni! Połączenie współczesności (wraz z problemami będącymi znakiem czasów, np. uwikłaniem rodziców w ogrom spraw zawodowych bez możliwości poświęcania wystarczającej ilości czasu dorastającym dzieciom) ze światem bajkowym, który przy komputerach, deskorolkach, telewizji i innych pokusach, niestety, znajduje coraz mniej dziecięcych odbiorców i zamiera... Król Sukcesso Pałer XIV i jego żona Biutina to typowi przedstawiciele dzisiejszych rodziców. Sygnały o podejrzeniu o narkotyki, trudności w komunikacji, kłótnie, problemy wychowawcze wydają się być również, niestety, znane... Na cmentarzysku bajek pojawia się Rebella - królewna, choć od zwykłej dziewczynki rózniąca się jedynie diademem na głowie. Chce znaleźć zagubione berło, które sama wcześniej ukradła, by poczuć wreszcie rodzicielską troskę. Co prawda marzyła, by zobaczyć tatę bez berła, bo wtedy bardziej mógłby być ojcem niż królem, ale w obliczu zguby - rusza, by ożywić bajki i zdobyć poszukiwany atrybut władzy... Na swojej drodze spotyka Bajkopisarza - słynnego Charlesa Peraulta, wraz z nim rozpoczyna swoją misję. Przez podziemny świat, pełen postaci ożywianych kolejno bajek i naziemną rzeczywistość prowadzi też muzyka - autorstwa Piotra Rubika - od metalu, rapu po bardziej klasyczne motywy. Wpadająca w ucho, porywająca, w dużej ilości. W końcu to musical i rzeczywiście na swą nazwę zasługuje! Utwory tak śpiewane, że bez trudu można było zrozumieć całą treść (co czasem bywa problemem). Scenografia wysmakowana w swej prostocie - choć nie widac było w niej bogactwa to świetnie oddawała atmosferę bajkową. Z elementami multimedialnego pokazu (wyświetlane jak na ekranie elementy scenografii). Dzieci oglądały z zaciekawieniem, zwłaszcza, że mogły bez trudu odnaleźć powiązania z uczniowskim językiem, Harrym Potterem czy Larą Croft. (...). Arkadiusz Lubowicki - 2 listopada 2011 r. - Portal „Miasto dzieci" |